To samo inaczej
Czerwiec 18th, 2010 § 3 komentarzy
Zacznę od tego, że nabyłem drogą kupna pierwszy “poważny” album fotograficzny – “Eugene Atget: Paris” wydawnictwa Taschen. Gorąco go wszystkim polecam, nie ma bowiem chyba lepszego sposobu na rozpoczęcie kolekcji albumów. 250 stron wspaniałych widoków Paryża z przełomu wieków wzbogaconych o rzeczowe, profesjonalnie napisane eseje i komentarze – oto co dostajemy za w zamian za 40 złotych polskich na Allegro (OK, może papier mógł mieć ciut większą gramaturę, ale za taką cenę nie ma się czego czepiać).
Nie piszę jednak ten wpis aby pochwalić się nowym nabytkiem. Otóż dotarłszy do strony 60 moim oczom ukazał się taki widok:
(Sorry za jakość, ale nijak nie wsadziłbym albumu do skanera.)
I podpis: Cabaret artistique “L’Enfer”, 53 boulevard de Clichy (9e arr.), 1911
Wówczas w mózgu zderzyły mi się odpowiednie neurony i powstała myśl: “Już to gdzieś widziałem”. No jasne, że tak:
To natomiast fotografia innego znakomitego, francuskiego artysty, Roberta Doisneau, zatytułowana “Hell”, z 1952 roku.
Kilka rzeczy wydało mi się ciekawych:
- Jak to miejsce przetrwało 40 lat, w tym dwie wojny światowe;
- Jak niewiele się zmieniło mimo reszty Paryża wywracanej do góry nogami przez urbanistów;
- Jak zmieniło się podejście do roli fotografii przez zaledwie cztery dekady – od dokumentalizmu wielkim formatem Atgeta po nowoczesny, humanistyczny fotoreportaż małym obrazkiem Doisneau;
- Czy to miejsce nadal istnieje;
- Czy możliwe jest wykonanie takich fotografii dzisiaj.
Inne ujęcie tego samego miejsca z albumu Atgeta:
Remek



Długo myślałem, aż w końcu wymyśliłem swoje wersje odpowiedzi na pytania.
# Są to wrota piekieł więc bez problemu;
# Jak wiemy urbaniści i architekci to stworzenia z piekła rodem, więc wrota zostały nienaruszone;
# No właśnie… Zmieniło się i to bardzo… Pytanie jak wygląda to podejście dzisiaj?;
# Wrota piekieł? Pewnie!;
# W mojej opinii nie.
Odnośnie artykułu, wyprzedziłeś mój opis albumu, bo tak się składa, że nareszcie dotarły do mnie Pieski Erwitta
Postaram się go przytargać z Krakowa, żeby się pochwalić
[...] może pamiętacie jestem wielbicielem twórczości „fotografa fotografów”, Eugena Atgeta. Przypominam, [...]
[...] Pozostajemy więc w klimacie dokumentów dawnych metropolii, których omawianie zacząłem od Paryża Eugene Atgeta, kontynuowałem Londynem w obiektywach fotografów Society for Photographing Relics of Old London, [...]