Jedzmy śmieci! Są pyszne!
Styczeń 26th, 2012 § Dodaj komentarz
Studenci etnologi nie przestaną mnie zadziwiać. Ostatnio w przerwie od pisania wyrafinowanych aplikacji, których użyteczność sprowadza się tylko i wyłącznie do uzyskania zaliczenia, udało mi się spotkać ze studentką etnologi, która fotografowała śmieci. Nie wiem co do końca wyszło z tego projektu, ale chyba faktycznie jest to swego rodzaju problem. Ta cała rozmowa o śmieciach, jakie mogą być fascynujące, odrażające oraz jednocześnie tajemnicze i wspaniałe, sprowadziła mnie do przemyślenia, że w sumie to całkiem niezły materiał na dokumentowanie naszej aktualnej rzeczywistości. Dzień w dzień jesteśmy zasypywani taką ilością śmiecia, czy to tego dosłownego śmiecia na ulicach, czy też śmiecia w postaci papki w różnego rodzaju mediach. Czy w dzisiejszych czasach, wszyscy jesteśmy zadowolonymi szczurkami żyjącymi na wielkiej kupie śmieci? Patrząc na ilość śmiecia jaki jest generowany na świecie, to chyba tak. Najśmieszniejsze jest jednak to, że śmieć ten mam wrażenie, że z roku na rok jest coraz lepszej jakości i wszystkim nam się podoba.
Fiat 500
Styczeń 15th, 2012 § Dodaj komentarz
Ostatni Miesiąc Fotografii w Krakowie, był dla mnie takim rozczarowaniem, że przez pół roku pokłóciłem się z oglądaniem oraz publikacją zdjęć. Emocje opadły, X edycja MFK w 2012 roku ma wrócić do korzeni, więc chyba najwyższy czas się pogodzić.
Odebrałem ostatnio od fotografa trochę klisz, a to mój ostatni faworyt, jeżeli chodzi o chaotyczny cykl samochody.
Zaproszenie na wernisaż/wystawę zbiorową wraz z moim małym akcentem. [Galeria Bezdomna w Krakowie]
Maj 21st, 2011 § Dodaj komentarz
Dzisiaj chciałem Was zaprosić na wernisaż po części mojej wystawy (będzie można tam zobaczyć zdjęcia mojego autorstwa). Wernisaż odbędzie się dzisiaj, tj.
21 maja o godzinie 19.oo w Krakowie w budynku po starej fabryce ‘Miraculum’ (mapka)
Zdjęcia będzie można oglądać do 27 maja od godz. 12.oo do 20.oo
Wystawa ta jest wystawą należącą do, jakby to określić, pewnego zjawiska jakim jest Galeria Bezdomna. Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą co to jest Galeria Bezdomna – link.
Co powiesiłem? Trzy zdjęcia z ciągle rozwijanego cyklu samochodów, na bardzo ładnym barytowym papierze w odcieniach szarości. Jakie? Tego dowiecie się po odwiedzinach galerii lub po 27 maja, kiedy zrobię małe podsumowanie z Bezdomnej i Miesiąca Fotografii w Krakowie (w ramach, którego odbywa się to całe wydarzenie). Zapraszam Was również szczególnie z uwagi na prace innych uczestników. Jak wieszałem się około godziny 12.00, nie było jeszcze wiele zdjęć, ale było na co popatrzeć
Zapraszam!
Apan
Austin-Healey 3000 MkIII
Maj 2nd, 2011 § Dodaj komentarz
Bardzo dawno nie pokazywałem postępu w projekcie samochodów, bo dawno na ulicy nie spotkałem auta z duszą (no może poza jednym Mercedesem, którego kilka kadrów znajduje się na niewywołanej kliszy). Z roku na rok na naszych drogach pojawia się coraz więcej samochodów, jednak w większości są to tylko maszyny. Niczym nie wyróżniające się auta, służące do przewiezienia swojej pupy z miejsca A do miejsca B. Naprawdę sporadycznie widuje się auto,którego wygląd, niczym piękna dziewczyna z niepoprawnie ładnymi nogami, każe nam się zatrzymać i odprowadzić ją/je wzrokiem. Są jednak wyjątki, a jednym z nich ostatnio był angielski – Austin-Healey 3000 Mk III. Produkowany w latach 1963-67, posiadał 150 koni mechanicznych. Do setki przyspieszał w 11 sekund, spalając 12l/100 km.
Jego krągłe krawędzie zachwycają i przyciągają wzrok przypadkowych przechodniów. Naprawdę zajęło mi chwilę, by móc zrobić zdjęcie w momencie, kiedy ktoś się nie zatrzyma przed jego maską wpatrując się w piękną sylwetkę tego auta. Zdecydowanie, wygląd tego samochodu sprawia, że gdybym był właścicielem musiałbym trzymać go w salonie by nacieszyć nim wzrok.
Z ciekawostek warto dodać, że z racji tego iż 3000 było autem sportowym – uczestniczącym w wielu wyścigach( Sebring, Le Mans, Mount Panorama Circuit, Bathurst) jednocześnie będącym wzorem w swojej klasie – również dzisiaj właściciele 3000 urządzają wyścigi tymi autami.
Apan
Sentymentalna podróż po Łodzi
Kwiecień 26th, 2011 § 2 komentarzy
Tytuł tego wpisu to jednocześnie tytuł albumu, który wpadł w moje ręce kilka miesięcy temu. Zawiera on zbiór fotografii Łodzi wykonanych w dwudziestoleciu międzywojennym przez Włodzimierza Pfeiffera. Pozostajemy więc w klimacie dokumentów dawnych metropolii, których omawianie zacząłem od Paryża Eugene Atgeta, kontynuowałem Londynem w obiektywach fotografów Society for Photographing Relics of Old London, a który to temat znakomicie podjął Apan pisząc o Wilnie Jana Bułhaka.
Pan Pfeiffer, odróżnieniu od wyżej wymienionych autorów, nie był zawodowym fotografem. Był amatorem, a w więc, wnioskując po etymologii tego słowa (łac. amo, amare – kochać), pasjonatem tego, co robił. Choć jego działalność była raczej nastawiona na popularyzowanie Łodzi wśród mu współczesnych (jego fotografie zdobiły czasopisma, książki i pocztówki), zawdzięczamy mu bezcenny dokument Łodzi, której albo po prostu nie ma, albo zmieniła się nie do poznania, w przeważającej części przypadków niestety na gorsze.
Dość gadania. To jak, gotowi mały spacer po przedwojennej Łodzi?
Zaczynamy od budynku, który mijam codziennie na rowerze w drodze na uczelnię. Ulica Jaracza 71. Istnieje do dziś, niestety wskutek zmiany zabudowy wokół niego nie wygląda już tak efektownie – dopóki nie zobaczyłem tej fotografii nie byłem świadom, że codziennie mijam kawał tak porządnej, przedwojennej architektury (budynek powstał w 1927 roku).
Ulicą Jaracza dochodzimy do Piotrkowskiej. Chyba każdy ją zna, ale raczej nie w takim kształcie jak na zdjęciu. Wyobraźcie sobie, że kiedyś nie był to na wpół opustoszały pseudo-deptak, ale tętniąca życiem arteria z tramwajami jeżdżącymi pośrodku (zdjęcie to dedykuję więc tym, którzy twierdzą, że na tramwaj na Pietrynie nie ma miejsca). Widoczny Hotel Grand, wówczas jeden z najbardziej luksusowych przybytków w Polsce, a nie bezgwiazdkowy obiekt noclegowy, miał dodatkowo najwyższe piętro, które w trakcie okupacji spłonęło.
Zejdźmy na chwilę z ruchliwej ulicy i schrońmy się w jednym z podwórek. W ich kwestii widać pewien postęp w porównaniu z międzywojniem. Wówczas były to praktycznie bez wyjątku miejsca o wiele mniej okazałe od wielkomiejskiej Piotrkowskiej. Dziś wiele takimi pozostało, niektóre jednak to prawdziwe perełki – wyremontowane, ze sklepami, restauracjami, kawiarniami i lokalami usługowymi dla nieco bardziej “wtajemniczonych”.

Wracamy na Piotrkowską i idziemy na północ dochodząc do placu Wolności. Widocznych na zdjęciu przepięknych latarni przed Muzeum Etnograficznym i klombów niestety już nie ma.
Idźmy dalej na północ. Widoczna hala targowa przy ulicy Ogrodowej już nie istnieje. Istnieje za to Manufaktura mieszcząca się obecnie pod drugiej stronie ulicy.
Opuszczając plac Wolności opuściliśmy dawne Nowe Miasto. Tak jest – Łódź też ma swoje Stare Miasto, a raczej miała zanim nie zostało przygniecione przez bloki mieszkalne, jak ta maleńka, biedna uliczka na Bałutach – ulica Wąska. Warto jednak pamiętać, że Łódź to nie tylko szerokie bulwary rozlokowane na planie szachownicy.
Pozostajemy na Bałutach. Poza ubraniami podobny widok można w tej dzielnicy zobaczyć i dziś.
Najsmutniejsze zostawiłem sobie na koniec. Łódź niezbyt ucierpiała w trakcie wojny, a przynajmniej “niebyt” w porównaniu do Warszawy. Straciliśmy jednak bezpowrotnie prawie wszystkie synagogi (jedyna, jaka się ostała, znajduje się przy ul. Rewolucji 1905 roku), w tym i tę – synagogę staromiejską przy ul. Wolborskiej 20.
To wszystko. Podobało się? Jeśli tak, to polecam zakup książki “Sentymentalna podróż po Łodzi”. Ja zaledwie prześlizgnąłem się po temacie.
Można też odwiedzić blog Retrografie.
Można wreszcie wybrać się na organizowany już wkrótce Fotofestiwal w Łodzi, na którym znajdziemy między innymi wystawę zdjęć tajemniczego pana Jekimenki. Postaram się zdać na blogu relację z całego festiwalu.
Remek
U nas też się działo…
Kwiecień 16th, 2011 § 1 komentarz
Zainspirowany ostatnim wpisem Remka o dokumentowaniu Londynu, zacząłem szukać podobnych inicjatyw u nas w Polsce na początku XX wieku, skupiając szczególną uwagę na Krakowie… Po krótkich poszukiwaniach znalazłem pewnego krakowskiego fotografa, jednak szybko palnąłem się w głowię i z niego zrezygnowałem(na razie)! A co z Janem Bułhakiem? Ostatnimi czasy, gdzieś między wyścigiem pikseli, niezrozumianą sztuką nowoczesną a ponownym zachwytem nad kliszą, spychamy gdzieś na dalszy plan same zdjęcia. Szczególnie zaś chyba ostatnimi czasy zepchnęliśmy na bok ojca polskiej fotografii, człowieka, który chyba jako pierwszy w Polsce tak pięknie czarował światłem. W wielu dyskusjach jakie odbyłem lub czytałem w przeciągu ostatniego pół roku ciągle padają te same osoby jako wzór: HCB, Adget, Avadon, Adams… ani razu nikt nie zachwycił się Bułhakiem. Dlaczego? W ramach więc nadrobienia tej ciszy, pozwoliłem sobie wybrać kilka zdjęć z ciekawego archiwum, do którego podaje link. Tak więc Wilno, którego już nie ma:
Chyba najpiękniejsze zdjęcie z zamieszczonego archiwum, zdecydowanie moje ulubione. Na pierwszy rzut oka – nudne zdjęcie drzwi, jakich było wiele w fotografiach artysty. Gdy jednak odrywam od nich wzrok, uświadamiam sobie, że to nie wszystko. Niczym duch czy zjawa, za szybą stoi staruszka. Bardzo lubię to na fotografiach Bułhaka, że człowiek wydaje się być czymś ulotnym, nietrwałym… Jednocześnie jest to smutne i piękne, czyż nie?
Na sam koniec, zdjęcie, które powoduje gęsią skórkę, ciarki i małe stany lękowe. Przynajmniej jeżeli chodzi o moją osobę. Zdjęcie na pozór normalnie wyglądającego domu z mansardowym dachem. Fotografia wykonana w biały dzień. Jednak w drzwiach stoją dwie dziewczynki… Dwie bardzo strasznie dziewczynki. Co do diabła działo się w tym, na pozór spokojnie wyglądającym domu…
Apan
Na kwietniowe popołudnia…
Marzec 28th, 2011 § Dodaj komentarz
Po ostatniej zmianie czasu, mamy ‘dłuższy dzień’, więc i na pewno łatwiej nam znaleźć czas by wyjść z domu na miasto. W tym miesiącu, do 30 kwietnia warto wybrać się do Galerii Pauza przy ulicy Floriańskiej 18 (w bramie na II piętrze) na wystawę fotografii Luisa Ramona Marina z lat 1908-1940. Na miejscu zobaczycie około 67 fotografii zrobionych w Hiszpanii w latach 1908-1940 – czyli okres od I Wojny Światowej do II Wojny Światowej wraz z Hiszpańską Wojną Domową. Jednak zdjęć rodem z Word Press Photo nie zobaczycie (na szczęście). W zamian za to Marin pokazuje Hiszpanię i Hiszpanów ówczesnego okresu, z uwzględnieniem ważnych osobistości tamtego okresu – czyli kawał niesamowitej reporterki z początku XX wieku.
Warto wspomnieć, że Marin jest fotografem w pewnym sensie na nowo odkrytym. Po wydarzeniach z 1936-39 roku jego dorobek fotograficzny (około 18 000 negatywów) stał się bardzo niewygodnym obrazem dla Francisco Franko i po śmierci fotografa został schowany w skrytce za ścianą (z obawy przed zniszczeniem). Dopiero w 2008 roku(sic!), córka tego wybitnego fotografa przekazała światu negatywy, które zostały zrekonstruowane i wynik tej pracy mamy okazję oglądać w Krakowie.
Osobiście mnie w tych zdjęciach urzekła pewnego rodzaju magia światła. Kiedy patrzyłem na te zdjęcia, czasami wydawało mi się, że oglądam obrazy, gdzie wszystko jest idealnie ustawione. Wyczucie kompozycji Marina to wręcz bajka i uczta dla oczu. Uwielbiam to uczucie kiedy patrze na zdjęcie i wiem, że wszystko w nim gra, wszystko jest na swoim miejscu. Dodatkowo, większość jego zdjęć w niesamowity sposób zamraża czas i każde przedstawia jaką historię. Kiedy byłem w galerii z ulicy dochodził dźwięk ulicznych skrzypków grających – całkiem ładnie – dosyć zróżnicowany repertuar i wówczas podszedłem do zdjęcia “Król Alfons XIII tańczący w la Venta de la Rubia” i miałem wrażenie, że na tym małym kawałku papieru rzeczywiście tańczą dwie osoby – czyż nie czysta magia? Warto zwrócić też uwagę na portrety, które zapadają w pamięć niczym obrazy dawnych mistrzów pędzla. Światło wydaje się na nich świecić nie tam gdzie zwykle pada, lecz tam gdzie fotograf chciał, żeby padało.
Serdecznie zapraszam wszystkich tych, którzy pojawią się w okolicy od wtorku do niedzieli między 15.00 a 21.00. Naprawę warto, jeżeli nie ze względów estetycznych to choćby historycznych, by przez małą lupkę spojrzeć jak wyglądał kiedyś świat.
A na zachętę:
Fotograf Marin podczas występów gimnastycznych – Madryt 1928 (źródło http://www.fundacion.telefonica.com/es/prensa/noticias/noticia/arteytecnologia/21_01_2010_esp)
Apan
Londyn. Miasto w (dawnej) Anglii
Marzec 5th, 2011 § 5 komentarzy
Jak może pamiętacie jestem wielbicielem twórczości “fotografa fotografów”, Eugena Atgeta. Przypominam, że temu francuskiemu fotografowi zawdzięczamy unikalne widoki Paryża z przełomu XIX i XX wieku, widoki, które nie istnieją poza płytami szklanymi. Do tej pory tylko słyszałem, że Atget nie był osamotniony w swojej syzyfowej pracy ratowania klimatu miasta od bezpowrotnego zniszczenia – poza nim podobne wysiłki podejmowano w podobnym okresie w innych europejskich miastach. Dopiero niedawno jednak poprzez ciekawy, francuski blog dotarłem do fotografii dawnego Londynu, wykonanych przez grupę fotografów zrzeszonych pod szyldem “Society for Photographing Relics of Old London”.
Stowarzyszenie powstało w 1875 roku w celu udokumentowania istnienia pubu Oxford Arms, który miał zostać wyburzony. Ponieważ jednak projekt spotkał się z pochlebnym przyjęciem prace kontynuowano przez następnych 12 lat. Ich owocem jest bezcenny zbiór 120 widoków nieistniejących obszarów Londynu.
Nie potrzeba oka specjalisty by dostrzec podobieństwa między poniższymi fotografiami a dorobkiem Atgeta: to dokumentacja wielkiej, europejskiej stolicy poczyniona ze świadomością nadchodzących nieuchronnie zmian. Pomimo iż zdjęcia Londynu wykonano nieco wcześniej, technika wygląda na tą samą (technologia używana przez Atgeta była przestarzała już w jego czasach – był jednak zadowolony z rezultatów i nie miał ochoty używać najnowszych zdobyczy ówczesnej techniki). Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że z fotografii Atgeta bije jego geniusz, podczas gdy obrazy londyńskie to “jedynie” solidne rzemiosło. Pozostawiam to jednak waszej ocenie.
Poniżej przedstawiam kilka moich ulubionych fotografii na zachętę, po resztę odsyłam tutaj.



Remek
Pączki z różą, trochę kota i narzekania…
Marzec 3rd, 2011 § Dodaj komentarz
Mamy tłusty czwartek, czyli przyzwolenie na opychanie się na maksa. Wymówka dla grubasów i pań z urzędu ciągle dbających o swoją linię na zielone światło w strefie obżarstwa. Swoją drogą zauważyliście pewien typ kobiet, który ciągle jest na diecie a mimo to wydawałoby się, że dieta ma raczej skutek odwrotny? Jednak wracając do tematu. Poszedłem dzisiaj do piekarni kupić zgodnie z tradycją pączki, jako, że również mam dzisiaj wymówkę, żeby się nimi objadać. Ku mojemu zdziwieniu mieli tylko pączki z nadzieniem różanym. Jedna z większych piekarni i tylko jeden typ pączków w święto tego wypieku.
Podobne zdziwienie spotkało mnie na wystawie. Niespełna kilka dni temu odwiedziłem jedną z większych krakowskich galerii, w której czasem pokazuje się coś fajnego. I wiecie co… Mam wrażenie, że w Polsce podajemy ostatnio tylko jeden rodzaj pączków, a dodatkowo taki, który kiedyś był czymś WOW, jednak dzisiaj zupełnie nam się przejadł. Ta wystawa była jak pączek z różą. Gdybyście go wcześniej nie jedli, to zachwycilibyście się. Jednak zamiast tego, wystawa stawia widza w sytuacji, gdzie wcześniej zjadł już tony takich pączków i zdecydowanie już zbrzydły. Jaka to była wystawa nie powiem, ponieważ nie będę robić jej jakiejkolwiek reklamy (jednak by was ostrzec unikajcie facetów z bronią w ręku na plakacie).
A ponieważ mamy tłusty czwartek i dużo pączków z róża. Serwuje mojego pączka z różą w postaci kotka.
A jeżeli wolicie coś innego i smacznego, a na dodatek nie widzieliście zwycięzców tegorocznego WPP… Kliknijcie!
Kot w stanie tłuściutkim.
Apan
Kraków vs Łódź street photo
Luty 18th, 2011 § 1 komentarz
Ot, publikuję dwa stare, wygrzebane z archiwum zdjęcia, które nagle zaczęły mi się podobać, by pokazać, że żyję po sesji.
Ponadto polecam obejrzenie rewelacyjnego, sześcioodcinkowego dokumentu BBC “Genius of Photography”. W całości za darmo do obejrzenia tutaj (niestety po angielsku, za to jest spory polski, a nawet łódzki, akcent).
Remek













